Szalone solówki na gitarze wyciętej z deski - pamiętam je do dziś!
![]() |
| Każda gitara to zupełnie inna historia |
Od najmłodszych lat interesowałem się wszystkim, co wydaje dźwięki – w stukocie maszyn słyszałem perkusyjne rytmy, w pomrukach burzy – basowe solówki, a w skrzypiącym oknie – fragment solo na skrzypcach.
Najbardziej ciągnęło mnie do gitar. Wycinałem różne kształty z tektury. Udawałem, że gram. Później wszedłem na kolejny poziom gitarowej pasji – kształt gitary wyciąłem ze starej deski. Biegałem z nią po polach i wycinałem solówki sam na sam z urywającym łeb wietrzyskiem.
Pierwsza gitara
Nic dziwnego więc, że moja Mama podpowiedziała Mikołajowi, co ma mi kupić pod choinkę, gdy miałem 7 lat. Gitara. Nareszcie jest! Ta pierwsza może nie była technicznie wspaniała (palce od wysoko zawieszonych strun miałem zdarte do krwi), ale była lepsza od tej deski! Miała struny i można było na niej naprawdę coś zagrać. Szok.Jeszcze większym szokiem był pierwszy elektryk – Samba, którą dostałem, gdy miałem 13 lat. Byłem szczęśliwy i dumny, że mam tak profesjonalny sprzęt.
Gitary dziś
Dziś gram m.in. na takich modelach, jak Fender Stratocaster czy Les Paul – ale wciąż z sentymentem wracam do starszych egzemplarzy, m.in. czeskiej Jolany. Do ballad mam Epiphone – bo każda gitara to tak naprawdę inna historia.Ta wycięta z deski wydawała jednak najdziwniejsze i najśmieszniejsze dźwięki.
Pamiętam te szalone melodie do dziś...
Czytaj też:



Komentarze
Prześlij komentarz